Tadeusz Truskolaski: „Białostoczanie są dumni ze swojego miasta”

Co uważa Pan za swój główny atut, który pozwala Panu wygrywać kolejne wybory o fotel prezydenta Białegostoku?

W tym roku będę prosił białostoczan o zaufanie po raz czwarty. Na mój pierwszy wynik wyborczy kluczowy wpływ miało oczekiwanie zmiany, w kolejnych wyborach oczekiwanie kontynuacji. W 2006 roku białostoczanie dali mi mandat zaufania, ponieważ oczekiwanie zmian w Białymstoku było ogromne i dotyczyło w zasadzie wszystkich dziedzin życia, za które odpowiada samorząd: jakości ulic, komunikacji publicznej, infrastruktury sportowej, przestrzeni miejskiej… Ja, jako „bliżej nieznany doktor ekonomii” – tak określały mnie ówcześnie media, byłem postrzegany jako ktoś, kto daje nadzieję na pozytywną zmianę. Myślę, że druga i trzecia reelekcja wynikała z tego, że mieszkańcy dostrzegali metamorfozę miasta, akceptowali ją i oczekiwali kolejnych przedsięwzięć, oczekiwali kontynuacji. Decyzja o starcie w tegorocznych wyborach nie była łatwa. To praca bardzo trudna, ale przede wszystkim odpowiedzialna. I to odpowiedzialność za miasto kazała mi zgłosić swoją kandydaturę. Dostawałem i dostaję też wiele sygnałów od mieszkańców, którzy pytali, zachęcali i deklarowali poparcie. Nie wolno tego lekceważyć.

Jacek Żalek, kontrkandydat z ramienia PiS, to będzie wyzwanie wyborcze?

Jacek Żalek nie jest pierwszym konkurentem reprezentującym PiS, z którym przyjdzie mi się zmierzyć. Powiedziałem mu, że jest bardzo dobrym kontrkandydatem…

Gdyby miał być pan precyzyjny i lapidarny, co wymieniłby pan jako swój największy sukces i porażkę dla Białegostoku?

Sukcesem – nie moim, ale nas wszystkich – jest to, że białostoczanie są wreszcie dumni ze swojego miasta. Udało nam się tchnąć w Białystok nowego ducha, dzięki któremu miasto rozwija się, pięknieje. Wiele osób, które odwiedzają nasze miasto po raz pierwszy lub po kilkudziesięciu czy kilkunastu latach, jest zaskoczonych. Zaskakują ich pozytywne zmiany, przyjazna przestrzeń publiczna, zieleń, czystość. Na to składa się wiele elementów, wiele przedsięwzięć, które udało się zrealizować w ostatnich dwóch latach. Na pewno przełomowa była przebudowa Rynku Kościuszki. Białystok zyskał wreszcie przestrzeń do spotkań, koncertów. Szczególnie w lato Rynek pęka w szwach, atmosfera jest niepowtarzalna. To nie była łatwa decyzja, budziła pewien opór. Dziś jednak nikt chyba nie wyobraża sobie Białegostoku bez Rynku Kościuszki. Na wizerunek Białegostoku jako miejsca przyjaznego z pewnością miało wpływ uruchomienie roweru miejskiego oraz rozbudowa infrastruktury rowerowej. BiKeRy biją rekordy popularności. Warto wspomnieć jeszcze o jednej inwestycji. Bardzo trudnej w realizacji, ale zakończonej sukcesem. Mam na myśli budowę spalarni – najnowocześniej w Polsce instalacji, która zabezpiecza gospodarkę odpadami w Białymstoku na wiele lat. Porażka? Porażki będą z pewnością wskazywać moi oponenci. Chociaż to muszą być osoby bardzo nieżyczliwe, aby dyskredytować niewątpliwe sukcesy miasta.

Jaki jest Pana plan dla miasta, konkretnie, na następną kadencję?

Musimy pokazać, że miasto, wszystkie osiedla są przyjazne. Przez ostatnie 12 lat musieliśmy nadganiać opóźnienia infrastrukturalne. I tę lukę już prawie wypełniliśmy. Pierwsze lata kadencji, która rozpocznie się w 2018 roku, będzie czasem finalizacji dużych inwestycji. Jednocześnie będziemy mogli skoncentrować się na tym, czego białostoczanie oczekują w swojej najbliższej okolicy: placów zabaw, miejsc do rodzinnej rekreacji, uliczek osiedlowych, dróg rowerowych, żłobków. W tej materii przez ostatnie lata także sporo się zmieniło na lepsze, ale oczekiwania mieszkańców rosną i musimy na nie odpowiedzieć. Szczegółowy program przedstawimy w kampanii wyborczej.

Dodaj komentarz