Byłem jedynym niepartyjnym radnym. Rozmowa z Dariuszem Wasilewskim

Są też rzeczy nie załatwione, jak np. system zarządzania drogami, który nie wiem co wspomaga, bo chyba wydanie ponad 40 mln zł na informację mówiącą za ile minut mogę dojechać do centrum nie jest warte tych pieniędzy…

Dlatego zostałeś radnym?

Najlepiej realizuje się w zarządzaniu oraz lubię kreować i doradzać szczególnie tam, gdzie są owoce ideowe; gdzie wykuwają się pozytywne wartości. Tam gdzie jest sens. Więc nie zbawianie całego świata, ale budowanie potencjału własnego narodu, także na poziomie samorządu; nie eksperymentowanie z rewolucyjnymi nowinkami jak gender itp. ale rozwój rodziny, dzieci, młodzieży; kochanie i dbanie o przyrodę ale w hierarchii, nie tak jak eko-naziści itp. To ma sens.

Które swoje działania uważasz za najciekawsze?

W wiele projektów się angażowałem, ale by nie być gołosłownym to widzę, że największe owoce wychowawcze dla dzieci i młodzieży przynosi zaangażowanie w harcerstwo. Wszystkie moje dzieci działają w tzw. Zawiszakach (Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego Zawisza-Skauci Europy). Tam nie ma miejsca dla pozorantów. Twarde wychowanie puszczańskie, kształtowanie charakterów, pełne przygód, które daje niesamowity rozwój młodego człowieka. Trudno opowiadać, trzeba samemu spróbować. Warto też kształtować jakąś mądrość społeczną, polityczną. Tak, by nie być takim naiwniakiem, który będzie chorągiewką na wietrze, bez własnego zdania, a będzie wchłaniał jak gąbka, co propaganda przyniesie. Stąd zawsze z przychylnością wspieram Młodzież Wszechpolską. Rodzina to promowanie świetnych warsztatów Akademii Familijnej. Jednym z owoców jest przedszkole stowarzyszenia STER, które w tym roku otwiera szkołę podstawową dla chłopców. Duchowo warto korzystać ze sprawdzonych ofert takich jak Spotkania Małżeńskie, rekolekcje Dzieła Bożego czy też bardzo zwyczajne, ale i mocne propozycje Duszpasterstwa Tradycji Łacińskiej. W tym znajdziemy fundament. Mężczyźni mogą wspierać siebie i odkrywać ojcostwo w Klubie Ojców, któremu patronuje tato.net. Rewelacyjne warsztaty dla ojców, z potężną dawką wiedzy praktycznej. Uzupełnieniem jest dbanie o bezpieczeństwo, stąd moja przychylność dla klubów strzeleckich.

Strzelasz?

Tak, przeszedłem podstawowe przeszkolenie. Jednak broni nie mam, co najwyżej z synami ze śrutówek postrzelamy. Więcej energii poświęcam na szablę.

No to szansa na obronę rodziny jest.

(śmiech) Jak nie pistolet, to zostaje szabla lub zwyczajny kij. Polacy powinni móc się bronić. To nie bandyta ma być uprzywilejowany, ale zwykły człowiek. Musimy mieć prawo do obrony.

Byłeś jedynym w mieście radnym niezależnym. Nie jest to łatwa sytuacja.

Jak widać po koniunkturalnych decyzjach wielu osób, nie jest to prosta sztuka. Jednak ja pozostałem wierny postanowieniom tworzenia samorządu, który ma być profesjonalny, bez sporów partyjnych. By nie był łupem partyjnym. Co mogłem, to robiłem. Mam satysfakcję, że pomogłem, rozwikłałem wiele drobnych problemów, z którymi zwrócili się do mnie mieszkańcy. Jako chyba jedyny z radnych systematycznie dyżurowałem w swojej dzielnicy, rozmawiając, słuchając, dyskutując. Idealna sytuacja, mieszkam od wielu lat na Dziesięcinach, wychowałem się na Antoniuku, a dzięki przychylności proboszcza ks. Łazewskiego, mogłem przy parafii św. Kazimierza współpracować ze zwykłymi mieszkańcami. Więc to jeden wymiar, zajmowanie się zwykłymi drogami, oświetleniem, sklepem nocnym, zalewaniem domów po ulewach, a drugi wymiar to sprawy całego miasta. Choćby kwestia komunikacji, wspierania starszych, programów profilaktycznych, hali sportowej, żłobka na TBS-ach. Są też rzeczy nie załatwione, jak np. system zarządzania drogami, który nie wiem co wspomaga, bo chyba wydanie ponad 40 mln zł na informację mówiącą za ile minut mogę dojechać do centrum nie jest warte tych pieniędzy…

Jakie były Twoje koncepcje jako samorządowca?

Na pewno wartościowy pomysł, który zgłaszałem, to idea bonu edukacyjnego. Tak by to rodzice, a nie urzędnicy decydowali do jakiego przedszkola, do jakiej szkoły mają iść pieniądze poprzez bezpośredni wybór właśnie rodzica. Dalej poprzez jakąś ociężałość urzędu nie jest rozwiązany systemowo problem pięknych, ale niszczonych domów drewnianych. Przekazałem pomysł, by szybko przenosić te najcenniejsze do skansenu pod Białymstokiem, gdzie mogłaby powstać odtworzona ulica Białegostoku. Dom na ul. Mazowieckiej wciąż czeka. No i sprawa Szpitala Miejskiego. Przez dwa lata nikt nie był w stanie odpowiedzieć na jakiej podstawie i co da Białostoczanom rozbudowa szpitala za 10 mln zł. A prezydent nawet napisał, że taka inwestycja nie wymaga biznes planu, a dyrektor, że jest to tajemnica! 10 mln zł! Czy taką kwotę można wydawać w tajemnicy i bez analiz. Niech każdy sobie sam odpowie.

Otrzymałeś wyróżnienie w kategorii Lider Roku w Ochronie Zdrowia – Zdrowie Publiczne, eksperckiego magazynu Menadżer Zdrowia. To Twoja kolejna działka zainteresowań?

Otrzymałem to akurat za projekt badający efektywność szpitali. Ale tak, powiem, że to jest też moja pasja. Poprzez totalny przypadek, jako młody prawnik, dostałem propozycję – dokładnie 20 lat temu– utworzenia Podlaskiej Kasy Chorych i tak do tej pory pracuję w obszarze opieki zdrowia. Teraz bardziej przy dużych projektach dot. restrukturyzacji, innowacji. Tworzyłem raport nt. sieci szpitali, a teraz pracuję nad wydatkami w ochronie zdrowia. Ale to nie tylko zdrowie. Doradzam też bezrobotnym przy otwieraniu firm, konsultuje ich pomysły, pomagam przy biznes planach. Taka współpraca daje dużą satysfakcję, bo widać efekt. Jak ludzie idą na swoje, jak się angażują. Piękna sprawa.

No dobrze, powiedz coś o tym, co kochasz chyba najbardziej, o Twojej aktywności husarskiej. Jesteś twórcą Podlaskiej Chorągwi Husarskiej.

Husaria jest wyjątkowa. Formacja wojskowa, która przez 123 lata nie przegrała, a Polsce służyła prawie 300 lat! Jedyny tak konkretny symbol wielkości Polski, skuteczności, perfekcji. Dlatego te zainteresowanie ma tak głęboki sens. Nie tylko zabawa, pojeżdżenie konno, ale ukazywanie dynamicznego i optymistycznego patriotyzmu. Uczenie polskiej historii i tradycji w sposób ciekawy, atrakcyjny. Po naszych pokazach dzieci zaczynają jeść, no bo jak chcesz być husarzem to musisz. Piszą do nas, malują obrazki, zaczynają czytać książki. Mężczyźni widząc szarże nie mogą zasnąć, a kobiety czasami i łzę wzruszenia uronią. Ale to też przyjemność. Kto nie jechał konno, ten nie wie, co to za frajda. Przy okazji zapraszam chętnych do współpracy, do wspierania, do wstępowania w szeregi husarskie. Mam zamiar wspierać młodzież w nauce jazdy konnej i ćwiczeniu szermierki. Szczegóły będziemy przekazywali na stronie www.obowiazekpolski.pl i na Facebooku Podlaska Chorągiew Husarska.

Z Dariuszem Wasilewskim, kandydatem do Sejmiku Wojewódzkiego z listy KUKIZ’15,
rozmawiała Anna Szarko

Dodaj komentarz