Futra są atrybutem kobiecości a kobiecość, to nasza władza

Współczesny świat kobiet postrzega noszenie prawdziwego futra jako ogromne faux pas. Przynajmniej eko-świat, ale jak wygląda rzecz ta w wielkiej modzie i na bajecznych mitingach kobiet niepokornych lub kobiet nie ulegających eko-naciskom? Krystyna Janda, Beata Tyszkiewicz, Monika Olejnik, a także śp. Maria i Jadwiga Kaczyńskie czy chociażby zmarła niedawno Irena Szewińska, to kobiety tak bardzo różne, a jednak wszystkie wyrwały się spod presji szantażu i medialnego przymusu bycia eko ponad wszystko. Kochają czy kochały futra, futra dawały im poczucie luksusu, czasem po prostu jakości na lata, a te cechy doceniane są przez kobiecą naturę.

Krystyna Janda wyznaje, że posiada w szafie kilka prawdziwych futer i wężowe szpilki. Mówi o tym, że jest kobietą luksusową, i że sama sobie na to zapracowała, a kiedy wsiada tak do swojego luksusowego samochodu pachnącego drogimi perfumami wie, że to owoc jej pracy, nie prezent od męża i to cieszy ją jeszcze bardziej.

Beata Tyszkiewicz, największa polska dama, arystokratka w każdym calu, w bardzo zmysłowej sesji zdjęciowej dla VIVY! (nie mylić z radykalnie ekologiczną Fundacją Viva!) autorstwa Ryszarda Horowitza pokazuje swe niekwestionowane wdzięki w zestawieniu z futrem, ba nawet z futrami, w które się ubiera, którymi się przykrywa, na których pozuje. W wywiadzie dla tegoż pisma podkreśla wyższość futra nad innym odzieniem.

Jadwiga i Maria Kaczyńskie, pierwsza dama III Rzeczpospolitej wraz z teściową wielokrotnie prezentowały się w futrach. Szczególnie zapamiętana jest przyjaciółka rodziny Jarosława Kaczyńskiego (nota bene, przeciwnika hodowli zwierząt futerkowych), Janina Goss w swym długim, miodowym futrze.

Także kobiety, które w pierwszej chwili wcale nie kojarzą nam się ze światem salonów, jak wspomniana Irena Szewińska, najwybitniejsza polska lekkoatletka, nierzadko nosiły futra.

Spór o futra będzie trwać jeszcze długie lata. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą twierdzić, że hodowanie zwierząt w celu pozyskania ich skóry, to przesada. Inni, że hodowle powinny istnieć, ale tylko takie, które zapewniają odpowiednie warunki dla zwierząt futerkowych. Problem zaczyna się wtedy, kiedy jedni drugich zaczynają straszyć, szantażować i obrażać. Nie wszystkie kobiety uległy presji, a liczba idących pod prąd eko-modzie rośnie.

„Projektujemy dla Roberta Kozyry, Moniki Olejnik, Moniki Pietrasińskiej. Wszystkie futra, skóry, które nosi Monika Olejnik są naszego projektu. Był też Czesław Mozil. Jest jeszcze dużo klientów, którzy nie chcą się ujawniać, to są znane osoby. Nie możemy zdradzać ich tożsamości.

To Słowa Gabriela Seweryna, znanego polskiego projektanta futer. Ta wypowiedź zdaje się być najlepszym dowodem na istnienie maksymalnego kuriozum współczesnego świata. Rzecz jasna, mowa tu o naturalnych futrach. Z jednej strony zrodził się więc terror zdjęć, haseł, banerów, memów i transparentów głoszących, że nosiciele futer to zabójcy (jakże łatwo jest obrażać!), a z drugiej, odwaga, prestiż i niezależność kobiet, które same wybierają, co wisi w ich szafach. I nie zawsze są to futra syntetyczne. Zresztą, jak twierdzi wybitna projektantka, Dorota Goldpoint, nie istnieje coś tak niedorzecznego jak sztuczne futro. A tym bardziej ekologiczne sztuczne futro. To, co zwie się eko-futrem w rzeczywistości jest pseudo-futrem, pochodną ropy naftowej. Według projektantki sztuczny włos jest niczym innym jak plastikiem posiadającym rakotwórczy pierwiastek antymonu. Ekologia? Przy wyrobie sztucznego „włosia” zatruwane jest środowisko, noszenie go jest niezdrowe (w odróżnieniu od naturalnego), a po zużyciu jego degradacja dla środowiska trwa setki lat. O tym aspekcie ekolodzy nie wspominają, a jak wiadomo poliester najzdrowszy dla przyrody nie jest.

Wróćmy jednak do sedna tematu. Do serca kobiety, a przynajmniej niektórych kobiet, które chcą być takie, a nie inne. Dlaczego? Bo mogą! Po prostu, bo chcą, czyli mogą…

Dodie Smith oddając swą opowieść w ręce Walta Disneya nie spodziewała się zapewne, że stworzony przez nią czarny charakter stanie się, po niespełna półwieczu, inspiracją dla propagandy ekologów, ekofeministek i ekoterrorystów. Cruella de Mon opętana rządzą posiadania pięknego, białego futra w czarne łaty była w stanie zmierzyć się z całym światem, żeby osiągnąć swój cel. Miała do tego pieniądze, władzę i determinację. Paradoks, dziś każda kobieta w futrze dzięki propagandzie środowisk ekologicznych, z PETA, Fundacją Viva! i Otwartymi Klatkami na czele, postrzegana jest właśnie jak Cruella – skrajnie zła, obłąkana, bez serca i litości. Ukuli oni tym samym postać hybrydy, czy też chimery i zgodnie z tym obrazem człowiek w futrze jest odzwierciedleniem zwierzęcych rządzy bądź kapryśnych potrzeb realizowanych kosztem bezbronnych zwierząt. Bez względu jednak na to, jak głośno krzyczą obrońcy nowelizacji ustawy o zakazie hodowli zwierząt futerkowych (jej propagatorem jest ideowy wegetarianin, poseł Krzysztof Czabański z PiS) futra nadal są obiektem pożądania. Podobnie jak skórzane buty, torebki, portfele czy… krwisty befsztyk. Prawda?

Co dalej z modą na futra? Według Doroty Goldpoint, ta moda powraca, a może zawsze była tylko znów wychodzi z cienia. Nic dziwnego. My, kobiety XXI wieku, jesteśmy przekorne, samodzielne i chcemy by nas pożądano; same też wciąż czegoś pożądamy. Z jednej strony, kruche i delikatne istoty, z drugiej, silniejsze niż nie jeden mężczyzna. Wprawdzie, nie jesteśmy już na co dzień damami w szyfonowych sukniach, ale wciąż damami jesteśmy! Gdy idziesz ulicą widzisz jeansowe morze w stylu Joanny d’Arc, jednak gdy wejdziesz do prestiżowego teatru, opery, na wytworny bankiet, wraca świat burgundowych szminek, boa z piór i etoli ze srebrnych lisów. Marzenia o tym, by czuć się kobietą w każdym calu i rozpościerać swą kobiecość na świat nie są rzadkością. Każda kobieta jest damą i damą chce być i czuć się nią jak najczęściej. Do tego jednak przydatne są atrybuty. Sama osobowość nie zawsze wystarczy. Owszem, atrybuty. Jesteśmy bytem widzialnym, realnym, duchowym, ale też materialnym i wyrażamy się ontologicznie poprzez materię. Być luksusową kobietą to znaczy posiadać… Szokujące? Trudno. Stać nas na szokowanie. Chcemy mieć niezłomny charakter, żyć w zgodzie z samymi sobą i jeśli chcemy, nikt nie zabroni nam posiadania insygniów kobiecej władzy, jak np. futro w szafie nie tylko na wyjątkowe okazje, ale również po to, by je po prostu mieć.

Część z nas dąży do tego latami, inne dostają w prezencie od losu. Cenimy jednak najbardziej to, co same zdobędziemy. Wspomina o tym Krystyna Janda, która mówi, że futra i wężowe szpilki to efekt jej pracy, a nie „co łaska” od bogatego męża. Gdy jednak jesteśmy adorowane, obdarowywane w sposób niezobowiązujący, godny, szarmancki – nic w tym złego, doceniamy to, lubimy. Byle za podarunkami kryło się uczucie, bez spektaklu na pokaz i dla poklasku osób trzecich, ale to już osobny temat na opowieść o Miłości. Tej pragniemy najbardziej.

Tymczasem, My, Kobiety, mamy przy rachunku sumienia coś zgoła innego do obejrzenia niż dylematy futrzane. Być może zdążyłyśmy już utopić w morzu hejtu tę czy tamta damę za torebkę z krokodylej skóry, a przeszłyśmy bez reakcji obok prawdziwej ludzkiej tragedii. Świat skupia swą energię i siły na potrąconym przez rowerzystę jeżu, a nie widzi dzieci ulicy. Polska jest pełna potrzebujących, małych i dużych, którym los zgotował prawdziwy horror, a my skupiamy się na tym zdecydowanie za mało, bo bombarduje się nas ze wszystkich stron nieszczęściem psów i kotów zdecydowanie mniej mówiąc o potrzebach ludzi bytujących w patologicznych środowiskach miejskich slumsów czy wiejskich odludzi. Owszem, nad  żadnym istnieniem nie można się znęcać, ale czasami tracimy miarę…

Ekolodzy uciekają się do wszystkich możliwych sposobów ingerencji w nasze myślenie. Odnoszą się do sumienia, poczucia odpowiedzialności, naturalnych mechanizmów troski. Podniecają w kobietach najpodlejszy instynkt żywcem wyjęty z rewolucji francuskiej; ducha zazdrości. Wytykają palcem tzw. bogate, bo w futrach,

każąc im iść na medialną gilotynę. Zazdrość nigdy nie jest i nie będzie uczuciem budującym. Ona zawsze zabiera nam godność. Jadwiga Kaczyńska czy Irena Szewińska nie były magnatkami, a jednak nosiły futra. A co z pozostałymi? Czy żadna z nas nie ma prawa do luksusu?

Czy musimy bać się zielonych, którzy właśnie porozwieszali w Warszawie plakaty informujące, że mleko jest złe, że to okradanie krów? Czy musimy brnąć w to szaleństwo? Ci sami ludzie twierdzą, że jajka z chowu przemysłowego to zbrodnia, czasami dodają, że sztuczne zapłodnienie bydła to gwałt, a jedzenie mięsa to rzecz obrzydliwa. Piszemy o tym w artykule o antymleczarskiej akcji Fundacji Viva! i idąc dalej za autorem tekstu o mlecznych paranojach ekologów pozostaje powtórzyć fraszkę na animalsów i ich zdawałoby się apel do nas: „miej sumienie, żryj kamienie”. Do tego nas namawiają?  A ja dodam od siebie w sprawie futer:  „chcesz być fantastic – noś plastik”, ale nie zmuszaj do tego kobiet. Wybierajmy w wolności.

Daria Kurzawa, z-ca redaktora naczelnego „Warszawskiego Wieczoru”
daria.kurzawa@wieczorwarszawski.pl

 

Dodaj komentarz