Piotr Kłosiński: „Ekolodzy” zniszczyli Puszczę, po korniku czczą chomika, a pieniądze zbierają na zdjęciach psów

Kim są polscy ekoterroryści? Kto zniszczył Puszczę, niszy inwestycje i zarabia na interwencjach? O tym opowiada nam Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego.

Białystok to tradycyjne Podlasie, a jednak jest to baza liberalnych ekologów i animalsów.

Białystok po części tak, ale już nie okoliczne miasteczka i wsie. Wystarczy przejrzeć nagłówki w białostockiej edycji „Gazety Wyborczej, by zobaczyć, czym karmi się ludzi, jako ideą. Co ma zapładniać ducha i rozum w XXI wieku. Nieustanny temat Puszczy Białowieskiej, gdzie już nikt nie ma wątpliwości, że przyjezdni z Warszawy i innych miast i dość dobrze opłącani aktywiści doprowadzili do zagłady dużej części lasu. Mamy temat Greenpeace Polska, czyli niemieckiej organizacji z częściowo polską nazwą, która domaga się od rządu trwałego wyłączenia 15 proc. polskich lasów z gospodarki leśnej i oczywiście protesty przy drodze S19 przez Puszczę Knyszyńską. Wszystkie głosy są ważne, jednak nie można dopuszczać do sytuacji, kiedy przyroda ginie przez ekoterorystów, a setki firm i ludzi upadają, jak było w innym miejscu w Polsce i przy innej inwestycji, gdzie budowę drogi wstrzymano, bo ktoś znalazł w lesie jamkę chomika europejskiego… Chodziło o S7, a za akcją ratowania chomika stoi znowu Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, czyli ci sami goście, którzy wstrzymali skutecznie leczniczą, sanitarna wycinkę w Puszczy Białowieskiej i doprowadzili do jej zagłady. To przyjaciele korników drukarzy i absurdów, a nie przyrody.

Wy zajmujecie się jednak zwierzętami, dokładniej mówiąc psami rasowymi.

Chcielibyśmy. Jesteśmy hodowcami, kynologami, ale działamy też na obszarze fenologii, czyli kotów, a współpracujemy z hodowcami i miłośnikami różnych ras zwierząt. Ostatnio także z rolnikami. A to dlatego, że zamiast zwierzętami, które są naszą pasją, coraz częściej musimy zajmować się tzw. przyjaciółmi zwierząt.

Tak zwanymi?

Mowa o pseudoekologach. Najprościej mówiąc, na niczym się tak dzisiaj nie zarabia pieniędzy jak na pomocy zwierzętom. Jedni specjalizują się w tkliwych zdjęciach i przytulają setki tysięcy, inni zaś kupują swoim wolontariuszom chińskie mundurki z napisem „Inspektor ds. zwierząt” i dokonują interwencji. Mówią, ze życie jakiś piesków, oczywiście drogich i rasowych było zagrożone, i zabierają taką hodowlę wartą np. 100 tys. złotych. Człowieka niszczą zdjęciami i wpisami w internecie. Ten się nie broni. Traci chęć do życia. I biznes się kręci. Nie łudźmy się, wiele organizacji prozwierzęcych to cudowni ludzi i cudowne idee, ale nie wszystkie takie są. Przestrzegam przed największymi potentatami na rynku, którzy pod płaszczem prozwierzęcej aktywności założyli zwyczajny biznes. Powiem wprost, tzw. ekolodzy zniszczyli Puszczę, po korniku czczą chomika, a pieniądze zbierają na zdjęciach psów. Tkliwych i podrasowanych z programach graficznych, byśmy płakali przed monitorami i wchodzili na nasze konta bankowe.

Dzisiaj mają chyba związane ręce. Koronawirus…

Nie do końca. Na stronie wielu organizacji wciąż czytamy o interwencjach. Co ciekawe, np. OTOZ Animals oraz Mondo Cane i Klub Gaja wystąpili do premiera Morawieckiego, by uczynił ich organizacjami ponad prawem i by mogli zabierać zwierzęta nawet podczas pandemii. Póki co, przeciwstawił się temu wariactwu jedynie minister rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski. I jeszcze raz powtórzę, nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka, ale przyglądajmy się kto jest kim.

Jak więc pomagać zwierzętom, by nie dać zarobić oszustom?

Maria Sowińska, wieloletni opiekun bezdomnych zwierząt udzieliła kiedyś dobrej i prostej rady. Pomagać, ale najlepiej dając jedzenie, a nie pieniądze, a jeśli pieniądze, to tym po sąsiedzku, których znamy i ufamy im, mając jakieś własne doświadczenia lub bliskich nam osób. Nie nabierajmy się z kolei na profesjonalne spoty telewizyjne w sieci, robione przez profesjonalnych architektów od ludzkich umysłów, mistrzów manipulacji, którzy wiedzą czym wzruszyć i jak wyłudzić miliony na tzw. działania statutowe, czyli ich własne pensje, a nie ciepłą miskę dla psiaków.

 

fot. ŚR/Pixabay

Dodaj komentarz